Pochylałem się właśnie nad V, który nie dawno się obudził. Reszta zespołu była już na treningu. Byliśmy tylko ja i on. Mimo, że od ostatniego tygodnia nie układało się wcale tak różowo jak bym chciał, chciałem tego spróbować. W końcu co tak nie rozbudza jak poranne bara bara?
- Mów co chcesz. Ja i tak wiem, że tego chcesz.
- Co ty o mnie wiesz? Znasz mnie od miesiąca!
- Kocham cię!
- A ja ciebie nie! Jeśli nie chcesz zaraz oberwać to złaź ze mnie!
Nie mając zbyt wielkiego wyboru zszedłem z niego, a on pokazał mi drzwi z pokoju. Posłusznie wyszedłem. Za drzwiami stał Hope. Czego on do kurwy nędzy tu szuka? Od tygodnia wiecznie szlaja się z Jiminem i nie trudno się domyślić co wtedy robią, co nie?
- Czego? - powiedziałem z podniesionym głosem
- Ja...tylko...z Taehyungiem...ten...no wiesz.
Przybiłem go do ściany. Odwrócił głowę.
- Nie, nie wiem. Czego chcesz od Tae?
- Porozmawiać tylko.
- Ile razy mam ci powtarzać byś się od niego odwalił? ON JEST MÓJ! - powiedziałem podkreślając ostatnie zdanie - Nie masz prawa wpieprzać się w nasze życie. On mnie kocha. - kontynuowałem
W J-Hope jakby coś pękło. Spojrzał się na mnie. Nasze twarze dzieliły centymetry.
- Nie masz prawa tak mówić! Pierdol się!
Krzycząc to odepchnął mnie mocno i wbiegł do pokoju V zatrzaskując za sobą drzwi. Nie miałem już siły dlatego dzieciaka. Zostawiłem, więc go i poszedłem na trening. I tak nic nie zdziała.
*V*
Niedługo po tym jak z pokoju wyszedł Jin do mojego pokoju jak poparzony wbiegł J-Hope. Czego on tu niby szuka? Jeśli chce mi wyznać, że jest z Jiminem i już go nie obchodzę to wielkie dzięki za dobicie mnie. Wszystko się wali. Ostatnio Krisowi przestało zależeć tylko na seksie, ale wątpię żeby ten związek miał jakąkolwiek przyszłość. Jungkook przyczepił się do Rap Mona i już w ogóle nie spędza ze mną czasu, a rodzice zaczęli strasznie dużo mówić o ślubie i dzieciach. Niesamowicie mnie przy tym denerwując. Jeśli teraz się dowiem, że mój ukochany ideał chodzi z kimś takim jak Jimin to się chyba załamię. W dodatku jeszcze jest Jin. On dosłownie przywłaszczył mnie sobie, a ja go miałem za dobrego przyjaciela.
- Dlaczego to robisz? - zapytałem
- Bo cię kocham i chcę ci pokazać moją miłość.
"Bo cię kocham" te słowa brzmiały w mojej głowie. On mnie kocha? Od kiedy? Jak mogłem tego nie zauważyć? Dlaczego był z Jiminem? Te pytania kłębiły się w mojej głowie.
- Wiem, że ty też mnie kochasz. Tak, więc czy zostaniesz moim chłopakiem?
Ja śnie? Osoba, którą kocham nad życie również mnie wyznaje mi swoje uczucia. Gdy już myślałem, że jest stracony.
- Tak.
Nasze usta znów się połączyły w namiętnym pocałunku. Hope przewrócił mnie na łóżko dalej całując. Usiadł mi na biodrach i ściągnął swoją koszulkę. Dosłownie na sam jego widok się podnieciłem. Hope wyczuwając to podniósł się i włożył swoją rękę do moich spodni. Zaczął powoli masować. W życiu nie myślałem, że będę w takiej sytuacji. Chłopak moich marzeń sam zainicjował pocałunek, a teraz masował mojego penisa sprawiając mi niebywałą przyjemność. Odwróciłem głowę i zasłoniłem ją ręką. Nie chciałem, by Hope oglądał mnie w takim stanie. Zawsze jestem nieuczuciowy, odważny, siejący postrach. A teraz? Bezradny. Tylko takie słowo może mnie opisać. Tak nie może być. Nagle usłyszałem stłumiony jęk. I to nie mój. Spojrzałem na Hope'a. Prócz sprawiania przyjemności mi , sam też masował swoje krocze przez spodnie. Chcąc przejąć inicjatywę zacząłem całować go po szyi powoli zjeżdżając w dół. Hoseok skupił się na własnej przyjemności. Odzyskałem inicjatywę przewracając go na plecy tak, że znalazłem się na górze. Zjechałem niżej do krocza ukochanego. Ściągnąłem mu spodnie wraz z bokserkami. Nie mogąc się powstrzymać. Wziąłem go całego do ust. W tym momencie Hoseok doszedł. Poczułem w ustach słony smak spermy. Połknąłem ją.
- Co tak szybko? - droczyłem się z nim
Podniosłem nogę Hobiego. Nie mogłem się powstrzymać. Chciałem go włożyć. Wiedziałem jednak, że bez przygotowania nie wejdzie. Włożyłem pierwszy palec. Znów usłyszałem stłumiony jęk. Po chwili bez obaw włożyłem drugi i trzeci. Hoseok poruszał biodrami nabijając się na moje palce. Już miałem wejść, gdy Hope zaprotestował.
- Nie...Nie mogę. Przeprasza,. Boję się.
W jego oczach pojawiły się łzy. Był tak niesamowicie słodki. Jeśli on tego nie chciał gotów jestem poczekać.
*J-Hope*
Spanikowałem. Świetnie. Noż kurde. V wstał i poszedł do łazienki. Zapewne sobie ulżyć. Mimo wszystko zawaliłem. Nie dałem rady. Perspektywa seksu V zbyt mnie stresowała. Z Jiminem było inaczej. Na nim mi nie zależało. Go nie kochałem. Chciałem się zapaść pod ziemię. Na stoliku nocnym zadzwonił telefon V. To był Kris.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz